Felieton: Wszystkie problemy kariery Nikity Mazepina

Koniec przygody syna oligarchy z Formułą 1 jest czymś więcej niż tylko rozstaniem. To sygnał wysłany światu, że królowa sportów motorowych nie będzie akceptować w swoich szeregach rosyjskiej działalności. Przypadek Nikity Mazepina odbiega jednak od standardowej banicji. Jego życie jest jak cyrograf podpisany krwią. Jako syn oligarchy z bliskiego otoczenia Władimira Putina żyje w urodzaju, ale jest zmuszony cierpieć za wszystkie grzechy z tym związane. Dodatkowo zapracował sobie na beznadziejną reputację w środowisku motosportowym. Nie jest nikomu potrzebny, a brakować będzie tylko jego sponsoringu, którego już i tak nikt nie będzie chciał, bo jest nasiąknięty krwią. Przedstawiany historię byłego już kierowcy zespołu Haas.

Niewarty tęsknoty

Wszyscy wiedzą, co się dzieje obecnie na Ukrainie. Za sprawą Władimira Putina, reputacja Rosji na arenie międzynarodowej została zniszczona, tak samo jak gospodarka tego kraju. Rosja jest na cenzurowanym wszędzie, nawet w sporcie. Dlatego swoje miejsce utracił Nikita Mazepin, a Uralkali nie będzie już sponsorem tytularnym zespołu Haas.

Rosjanin jeszcze przed zatrudnieniem w zespole Haas miał bogatą kartotekę. Słynął z bardzo agresywnego stylu jazdy, który nie podobał się wielu kierowcom. W 2016 roku dwukrotnie rzucił się z pięściami na Calluma Ilotta, co skończyło się na skaleczeniu policzka i szyi, a także opuchniętej szczęce Brytyjczyka. W ubiegłym roku uwikłał się w skandal obyczajowy, nagrywając obmacywanie piersi pewnej dziewczyny. Swoje miejsce zawdzięczał pieniądzom swojego ojca, który jest rosyjskim oligarchą i przyjacielem Putina.

To wszystko składało się na fatalną opinię jeszcze przed startem sezonu Formuły 1. Już jako kierowca Haasa, poza pojedynczymi przebłyskami, nie poprawił swojej renomy. Został zapamiętany jako zbędna przeszkoda na torze – w dużej mierze przez to, że inni kierowcy wyzywali go przez radio za manewry blokowania w trakcie treningów i kwalifikacji. Samymi wynikami pokazał tylko tyle, że jest najgorszy.

Na początku marca zespół ogłosił rozstanie z rosyjskim kierowcą. Odchodzi on, pozostawiając po sobie nie tylko fatalny wizerunek, ale także zniesmaczenie. Haas z powodu jego finansowania musiał przemalować bolid na rosyjskie barwy narodowe, które znikły dopiero po napaści na Ukrainę. Dlatego jest oblepiony łatkami „pay-driver”, „Rosjanin”, „najgorszy”, „syn oligarchy”. A tak źle nie musiało być.

Serie juniorskie dawały nadzieje

W 2016 roku Rosjanin przeszedł do Europejskiej Formuły 3, a dwa lata później do serii GP3, gdzie od razu zdobył wicemistrzowski tytuł. Przegrał tylko z Anthoinem Hubertem, ale wygrał z Callumem Ilottem, który obecnie startuje w IndyCar. Od 2019 roku rywalizował w Formule 2 i w swoim drugim sezonie startów zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, wygrywając dwa wyścigi.

Nie są to wyniki spektakularne, ale całkiem dobre. Byli od niego lepsi kierowcy, których nie było stać na wkupienie się do zespołu F1, ale Nikita Mazepin przychodził do padoku jako ktoś, kto niewiele do nich tracił. Wspomniana wcześniej agresywność bardzo często się nie sprawdza w F1, chyba że naprawdę posiada się spory talent. W seriach juniorskich ten styl jazdy był wadą i zaletą jednocześnie. Choć często zdarzało mu się przesadzić, to ta agresywność pozwalała mu osiągnąć te wszystkie dobre wyniki.

Jak widać, opinię miał już ugruntowaną, ale posiadał papiery, by się godnie zaprezentować w wyścigach. Niestety dla niego, wszystkie ewentualne szanse spaliły na panewce, gdy tylko wsiadł do bolidu Haasa.

Poza pieniędzmi nie miał nic

Jako kierowca Formuły 1 Nikita Mazepin okazał się po prostu słaby. Tempo kwalifikacyjne i wyścigowe zdecydowanie odstawało od kolegi z zespołu Micka Schumachera. W dodatku Haas był w sezonie 2021 najgorszym zespołem w stawce, dlatego Rosjanin został skazany na ostatnie miejsce. Było nawet jeszcze gorzej, bo w klasyfikacji kierowców zajął 21. miejsce na 20 kierowców. Zawdzięcza to Robertowi Kubicy, który jako rezerwowy Alfy Romeo zastąpił na dwa wyścigi zarażonego koronawirusem Kimiego Räikkönena.

Jego rola w zespole była tajemnicą poliszynela, którą każdy znał. Był pay-driverem, czyli kierowcą, który płaci zespołowi sporą ilość pieniędzy za swój fotel. Często tacy jak on zajmują cenne miejsce w Formule 1 bardziej utalentowanym kierowcom. Niestety ten sport nie skupia się wyłącznie na talentach, ale też na pieniądzach, bo bez nich zespoły nie mogą funkcjonować i się rozwijać. Dlatego to zjawisko jest czymś naturalnym i za sam fakt bycia pay-driverem nie powinno się go krytykować.

Krytyka powinna spaść za to na sportowe rezultaty, gdyż Nikita Mazepin nie pokazał niczego wartościowego ponad ten status. A to nie jest tak, że pay-driver musi być bardzo słaby. Zwłaszcza w porównaniu z innym obecnym kierowcą F1, który jest kimś godnym swojego miejsca.

Pay-driver dobry a niedobry

Lance Stroll zadebiutował w Formule 1 w 2017 roku, tuż po zdobyciu mistrzostwa F3. Trzy lata później w 2020 roku miał najlepszy sezon w karierze. Zakończył go na 11. miejscu w klasyfikacji kierowców, gdzie dwukrotnie zajął trzecie miejsce w wyścigu i wygrał kwalifikacje na torze Istanbul Park. Jego ojciec Lawrence w 2019 roku odkupił bankrutujący zespół Force India dla swojego syna, przemianował go na Aston Martina i postawił go na solidnych fundamentach. Choć można dyskutować, czy Lance jest dobrym kierowcą, to na pewno nie można mu zarzucić braku umiejętności, a obecność Strollów na pewno wpłynęła pozytywnie na królową motosportu.

Nikita Mazepin poza swoimi pieniędzmi nie dał z siebie nic więcej. Nie posiadał umiejętności, by kończyć wyścigi na wysokich pozycjach, nawet jakby miał do dyspozycji konkurencyjny bolid. Nie chodzi nawet o zajmowanie najgorszych miejsc, bo z racji beznadziejnej konstrukcji VF-21 nie miał na to szans, ale wyraźnie odstawał od kolegi z zespołu Micka Schumachera. Chodzi o to, że nawet w najgorszych zespołach można zaprezentować siebie z dobrej strony.

George Russell przez pierwsze dwa lata w zespole Williamsa też miał do dyspozycji niekonkurencyjną maszynę. Jednak jako bardzo utalentowany kierowca potrafił zabłysnąć nawet w takiej konstrukcji, rywalizując wewnątrz zespołu z doświadczonym Robertem Kubicą i paydriverem Nicolasem Latifim. Fernando Alonso i Mark Webber na początku 20. wieku zaliczyli bardzo dobre debiutanckie sezony w słabiutkim Minardi. Idąc dalej w przeszłość, można się doszukiwać kolejnych przykładów. Przypadek Nikity jest czymś zupełnie innym, gdyż on zalicza się do grona licznych kierowców, którzy dzięki pieniądzom dostali angaż w najgorszych zespołach, nie pokazali nic i bardzo szybko z Formuły 1 znikli.

Nikita Mazepin a polityka światowa

Nikita Mazepin jest nierozłącznie związany z osobą swojego ojca. Dmitrij Mazepin jest bliskim przyjacielem prezydenta Rosji. Dzięki niemu może rozwijać swoje finansowe projekty, bogacić się i w bezpośredni sposób wspierać karierę syna.

Człowiek nie wybiera miejsca, gdzie się urodził. Nikita Mazepin znalazł się w marginalnym procencie osób, które urodziły się w rodzinach miliarderów. Na dodatek irracjonalne byłoby oczekiwanie, że taka osoba wyrzekłaby się wszystkiego co posiada i swojego ojca, którego kocha i któremu wszystko zawdzięcza. Do tej pory czerpał z tego ogromne korzyści, żył jak chciał i jak chciał, ale to wszystko się skończyło 24 lutego, w dniu, kiedy wybuchła wojna.

Co mu oligarchia dała, to mu również zabrała. Świat zachodni znienawidził wszystko, co putinowskie i wyrzekł się wszystkiego, co rosyjskie. Rosjanie karmieni swoją propagandą mogą mieć w głowie „jedynie słuszną rację”, a wykluczenie Rosji ma działać jak jasny sygnał, który ma dotrzeć nawet do tych najbardziej zatwardziałych głów. Ukraińskie dzieci, kobiety i mężczyźni giną, więc każdy rosyjski sportowiec stał się banerem reklamowym „Reprezentuję kraj, który dopuszcza się zbrodni wojennych”. W Formule 1 takim banerem reklamowym został Nikita Mazepin, tylko że o wiele gorszym.

On nie jest po prostu Rosjaninem. Jest członkiem rodziny oligarchii. Synem człowieka z bliskiego otoczenia Putina, który odpowiada za wojnę. Dodatkowo wraz z kontraktem w Haasie przywlókł ze sobą firmę Uralkali, która wymusiła na amerykańskim zespole przemalowanie bolidu w barwy rosyjskiej flagi. Funkcjonowało to jako obejście zakazu międzynarodowego komitetu olimpijskiego. Dlatego stał się celem-symbolem do wyeliminowania. Został winnym i jest winny, chociaż jest jednocześnie niewinny.

Niewinny w swojej winie

Na świecie panuje wolność słowa i każdy ma prawo do głoszenia własnych opinii, wyrażania poparcia oraz sprzeciwu. Trzeba jednak pamiętać, że każdy ma różne poglądy, więc głosząc je, jednocześnie zyskuje się poparcie w jednej grupie odbiorców, a w drugiej traci. Nikita Mazepin został postawiony przed decyzją. Z pozoru prostą, ale tak naprawdę bardzo trudną.

Pierwsza jest mniej skomplikowana, czyli popieracie wojny. Publiczne wyrażenie poparcia byłoby jednoznaczne z definitywnym zakończeniem kariery w Formule 1 (a być może nawet w całym motosporcie) i zszarganym wizerunkiem do końca życia.

Druga opcja, moralnie dobra, też jest bardzo trudna. Jeżeli wyraziłby sprzeciw, to nagle okazałoby się, że bliskie otoczenie Putina posiada w swoich szeregach przeciwnika. To mogłoby narazić ojca Mazepina na utratę wpływu i majątków, lub utratę sponsoringu z Uralkali, bo tolerowanie takich osób trudno byłoby przetrawić.

Nikita zawdzięcza swojemu ojcowi wszystko. Kochający syn w tej sytuacji zostałby Brutusem, który otrzymał wygodne życie i zapewnił pałacowe luksusy, a to wszystko zostałoby zaprzepaszczone przez wyrażenie jednej opinii. Być może to przesada, ale efekt motyla istnieje. Świat zna wiele przykładów, gdzie jedna decyzja pociągała za sobą konsekwencje. Jakie byłyby konsekwencje sprzeciwu? Trudno zgadywać.

Dlatego wybrał opcję bezpieczną, czyli neutralną, a w swoich postach pisze, że nie kontroluje tego, co się dzieje z jego sytuacją. Nie wyrzekł się też sponsoringu. Dwa dni po ataku Rosji na Ukrainę, bolid Haasa wyjechał cały na biało, Mick Schumacher odkleił z kombinezonu firmę Uralkali, a Mazepin tego nie zrobił. Nie mógł uciąć ręki, która go karmi, bo wiązałoby się to z opowiedzeniem po antyrosyjskiej stronie. Może tylko skręcać bolidem w lewo albo w prawo. Na nic więcej nie ma wpływu.

Luksusowe więzienie

Nikita Mazepin jest więźniem własnego rubla. Urodził się tak szczęśliwie, że pieniądze będzie mieć zawsze. Wykorzystał to, bo tylko głupi albo Budda by zrezygnowali z takiej szansy. Chciał przeżyć swoje życie w motosporcie, bo mógł tak wybrać. Nie zmusił siłą zespołów serii juniorskich i Haasa na przyjęcie pieniędzy od niego. Robi wszystko, na co ma ochotę.

Piszę ten artykuł, studiując dziennikarstwo, chcąc w przyszłości zostać dziennikarzem i publikując dla swiatwyscigow.pl z nadzieją na realizację w swoim zawodzie. Nieważne jak dobrze i niedobrze mi się życie ułoży, będzie mnie czekać kilkugodzinna praca w dni robocze, jak większość światowej populacji. Wielu rzeczy z finansowego punktu widzenia nie mogę zrobić, ale czuje się całkowicie wolny w tym co myślę i czuje.

Z drugiej strony barykady jest Nikita Mazepin, który ma bardzo wygodne życie, ale jest skazany na życie w więzieniu własnego sumienia. Wraz z aktem urodzenia, którego się nie wyrzeknie, jest jednocześnie związany cyrografem, który wiąże się z konsekwencjami. Osobiście nic złego nie zrobił, ale jest małym trybikiem wielkiej układanki, jaką jest Władimir Putin. Jako mały, ale widoczny element, posiada wszystkie cechy, za jakie świat chce go dzisiaj potępić i znienawidzić. Taka jest cena za dotychczasową realizację marzeń, które właśnie się skończyły.

Rosjanin za tą wojnę zapłacił, płaci i będzie płacić. Nie może wyrazić ani poparcia, ani sprzeciwu wobec wojny, bo nie chce się narazić na zdradę ojczyzny i międzynarodową hańbę. Media społecznościowe będą go słusznie oskarżać o brak sprzeciwu. Jako kierowca Formuły 1 będzie wspominany bardzo źle, jako kolejny pay-driver z rublami. Musi teraz to wszystko wycierpieć, dlatego, że żyje w miliarderskim raju. Lecz to cierpienie nie ma żadnego porównania do tego, z czym obecnie mierzy się Ukraina.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokaż komentarze